Pornoprzeróbki z branży
Również miłośnicy seriali nie mogą czuć się pominięci. I to nawet tych najbardziej dziwacznych, jak np. Filnstonowie, czy Rodzina Adamsów. W pornograficznej wersji drugiego z tytułów iście oskarową rolę gra… zielona ręka, która wychodzi z pudełka zawsze, gdy trzeba ulżyć komuś w pobliżu.
Wracając zaś do klasyki kina – w wersji xxx mamy takie tytuły jak „Edward Penisoręki”, „Pulp Friction”, „Foreskin Gump”, „Porn Raider”, „Shaving Ryan's Privates” czy „American Booty”. Dla widzów o odmiennej orientacji powstały takie filmy, jak np. „Batman in Robin”, „In Diana Jones and the Temple Poon” czy „Star Whores”. Równie zabawnie brzmią takie „Klasyczne” tytuły, jak: “Saturday Night Beaver”, “When Harry Ate Sally”, “Spankenstein” “Breast Side Story”, “Blown in 60 Seconds” albo “Free My Willy”. Jak widać - dla porno-scenarzystów nie ma żadnej świętości. Ostatnio głośno było na przykład o porno remake’u kultowego „Star Treka”.
Podstawowe pytanie, które się w tej sytuacji – nomen omen – nasuwa, to: po co to wszystko? Zwłaszcza, że podobieństwa kończą się zazwyczaj na tytule i szczątkowej scenografii? Czy są widzowie, których tego rodzaju kinematografia podnieca, a nie śmieszy? Wydawać by się mogło, że trudno traktować serio sceny takie jak ta z filmy „Bitanic” w której do kajuty tonącego już okrętu wpada mężczyzna i widzi swoją żonę w jednoznacznej sytuacji z tęgim marynarzem.
źródło: wp.pl







